Aleksandra Radomska - Najfajniejsze rośliny podlewane są gównem. O tym, jak rosnąć mimo wszystko i wszystkim..
Ty sobie narysowałaś ściągę na 10 program?
Ola:Nie, to jest to, co powiedziałaś mi w czasie naszego spotkania przed I tu jest napisane anegdota I kurs.
Kamil:Nieźle. Chcesz rozmawiać o notatkach? Podchodzi się od tego?
Ola:Nie, nie, ja po prostu ekologiczne podejście, podejście się nie myję, a jak mam zapisane to na ręku, dopóki tego nie zrobię.
Kamil:To ty, ok.
Krzysztof:Państwo już słyszycie, a my wiemy, kto jest dzisiaj z nami, a ponieważ zasadą naszego teleturnieju, w którym jest dwóch prowadzących I jeden gość gościni dzisiaj, jest to, że należy się samemu samej przedstawić, to proszę bardzo, zapraszamy. Ja
Ola:chcę zacząć od pytania, czy w tym teleturnieju będzie można wygrać koszyk kabanosów? Nazywam się Aleksandra Radomska. Jak zapytacie moją córkę, to mam dwadzieścia jeden lat I to się nie zmienia od kilku I nie zmieni. I na co dzień chyba przede wszystkim jestem kumiczką w Internecie dnia codziennego na scenie, taką prawilną, za którą trzeba zapłacić, żeby ją zobaczyć.
Krzysztof:Ale cisza się zrobiła.
Kamil:I nie mamy riposty.
Krzysztof:Nie mamy riposty.
Kamil:Ja nie chciałem ci powiedzieć wcześniej tego, ale to będzie pojedynek do jednej bramki. Nie?
Krzysztof:I to będzie żaden lekarz. A nie, nie będziemy tutaj się bać w żadne konkursy. My może nie.
Ola:Nie będzie kabanosów, to chcecie powiedzieć, tak zwabiliście mnie po prostu.
Kamil:Będą, ale będą wegańskie. Będą, będą.
Krzysztof:Tak, wszyscy znamy, śledzimy twoją karierę. Gratulacje. Zaczniemy od takich szczerych rzeczy, bo potem już pójdziemy
Ola:Jestem kobietą, czwarty rok w terapii, więc po prostu uwaga, nie zaneguję powiem dziękuję.
Kamil:Bardzo proszę, można.
Ola:Bożena, mam nadzieję, że tego słuchasz.
Kamil:Można się bać z alkoholem.
Krzysztof:Tylko po co? Nie no, żart. Gratulacje raz jeszcze. Będziemy sobie dzisiaj rozmawiać o wielu rzeczach. Jak wiesz, nasz podcast, który prowadzimy, który prowadzę ja Kamielinie asystuję, jest taką formułą, w której rozmawiamy Przesunął mi teraz mikrofon delikatnie, dziękuję.
Krzysztof:Sobie rozmawiamy o sobie w kontekście różnych wydarzeń. Nasz ostatnie show nakamerowane I nagrane z Olden, było o zmianie kontekstu, jak zmiana kontekstu wpływa na twórczość, jak przemieszczanie się wpływa na twórczość, więc na chwilkę tylko zahaczę, bo zaraz pójdziemy do tematu głównego. Jak to jest, kiedy ty zmieniasz kontekst I kiedy ty jesteś codziennie, w cudzysłowie wkładam, bo pewnie nie grasz codziennie, ale w różnych innych miejscach, to co ci to daje?
Ola:Wiesz co, trzyma mnie przy życiu takie switchowanie, bo jakby interpretuje twoje pytanie, nie do końca nie utożsamiam go z logistyką, ale z takim przeskakiwaniem z roli na rolę I mnie ratuje.
Krzysztof:Ale też z miejsca na miejsce.
Ola:Również. Logistyka jest bardzo wyczerpująca, bo jestem 21-latką po trzydziestce I coraz bardziej doskwiera mi 10 tryb życia, ale jednocześnie to jest 10 słodki paradoks, innego sobie nie wyobrażam, że na tym etapie mojej świadomości, bo od niedawna wiem, że mam ADHD I nie rozumiałam siebie w przeszłości pracującej na etacie. Drogo było się diagnozować, emocjonalnie bardzo, żałoba była bolesna. Finansowo myślę, że dwatysiące z hakiem.
Krzysztof:Czyli tak, tak, tak, ja trzy przecinek pięć zapłaciłem.
Ola:No bo wy tej Warszawie to w ogóle płacicie za sam prestiż.
Kamil:Ja się w ogóle nie diagnozowałem I co?
Krzysztof:Za darmo. Za darmo, za darmo. Ale będziesz
Ola:załatwiać sobie narkotyki w sposób nielegalny.
Krzysztof:Nieprawda. Narkotyki są w kraju nielegalne. Nikt sobie tych narkotyków tutaj nigdy nie załatwią I załatwiać nie będzie. Otóż. No, a teraz tak serio wracając, bo postaramy się, nie wiem,
Kamil:o tym na jeszcze jedna rzecz, że mi się skończył Medikiny, jak coś to Ja mam trzydziestkę szczypną.
Ola:Ja mam koncerty I medykinę za sobą, także panowie panu.
Krzysztof:Żartuję, też już mam to za sobą. Zupełnie teraz poważnie. Przepraszam, bo ci wskoczyłem, będziemy tak sobie troszkę próbować żartować, ale też mówić serio I pewnie za chwilę to serio będzie bardziej na wierzchu niż 10 dowcip. A taki kontakt pytam trochę prowokacyjnie. Dlatego, że sam wykonuję podobny zawód.
Krzysztof:Może nie solo, tylko w grupie koleżanek I kolegów, ale taka zmiana nie tylko miejsca, nie tylko kontekstu, nie tylko sali, ale I publiczności. Co ci dodaje?
Ola:Dostarcza mi dopaminy, która utrzymuje mnie na powierzchni, ale na 10 temat ja sobie patrzę z różnych perspektyw, bo rozmawiam same ze sobą, lubię moje głosy w głowie I widzę minusy, widzę obciążenie, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, z jakiego miejsca startowałam, jaki był moje mindset dziesięć lat temu, kim mogłabym być I mogłabym się spodziewać dwadzieścia lat temu, że będę, biorąc pod uwagę to, skąd pochodzę, kim są moi rodzice. Więc mimo wszystko zdaję sobie sprawę, że jakkolwiek by mi nie było ciężko, bo jest to trudne logistycznie, szczególnie tym bardziej z moim mózgiem ADHDowym, który nie łapie tego momentu, w którym odpoczywamy. Bardzo często jestem po urlopie, do momentu relaksu nie docieram nigdy I jest to bardzo wyczerpujące, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to nie jest praca mojego taty, który nie miał życia przez kilkadziesiąt lat I codziennie wstawał o czwartej nad ranem.
Krzysztof:Mógłbyś zapytał, co robił?
Ola:Mój tata jest rolnikiem. Po prostu. Więc w chwilach zwątpienia sama jestem tym po prostu krytykiem: Oj, to nie jest kopalnia, na co ty narzekasz. Może nie do końca okej, ale trzyma mnie to troszkę w pionie, że widziałam, jak wygląda naprawdę ciężka praca, do której się absolutnie nie nadawałam, a ta praca, do której się szczególnie nie nadaję, zawsze wzbudza we mnie sakralny szacunek. Ja po prostu kasjerki, jeżeli by to nie jest tak, że nikomu nie było, wręcz przeciwnie, żeby to brzmiało, absolutny zagralny szacunek do tych osób mam, bo wiem, że ja w takich rzeczach byłabym po prostu fatalna I to jest dla mnie niesamowite, że ludzie mogą to ogarniać.
Krzysztof:Czuję się jak na dobrej terapii. Fajnie, że sobie gadamy, dobrze, że nam Kamil nie przeszkadza, idźmy dalej. Ale ja autentycznie I też powiem to z szacunkiem I podziwem. Ja jak patrzę na panów, którzy pracują na ochronie I siedzą w takich często ostatnio jest coś takiego, że znajduję takich panów I panie, że siedzą w takich małych dziuplach I patrzą w 10 ekran, to myślę sobie o nich z ogromnym szacunkiem. To jedna z tych robót, która autentycznie śni mi się po nocach.
Ola:A myślałaś o tych, którzy mają pilnować, żeby poinformować, że jedzie pociąg? Raz, że muszą tam siedzieć I wytrzymują to, że siedzą w tym pomieszczeniu oraz mają W mniejszych miejscowościach zdarzają się szczeliwi ludzie chyba, oraz jeszcze mają taką odpowiedzialność, że
Krzysztof:Będziemy sobie dzisiaj łączyć dwie przestrzenie, które najczęściej Optymista. Najczęściej są Ktoś coś powiedział?
Ola:Nie, to wiesz co, pogłos.
Krzysztof:Nie Kamilku, już cię kochany, dopuszczam do głosu. Najczęściej sobie tutaj łączymy, ale w twoim kontekście będzie to o tyle ciekawe, wydaje mi się, czego nie było w poprzednich rozmowach, bo ty rzeczywiście masz do czynienia, chcę powiedzieć, punktem myślenia jest coś takiego jak nieudane projekty, czy projekty, które zbudowały nas, czy nieopłacalne projekty. I chciałem cię zapytać o 10 moment, już się uśmiechasz, bo chyba chciałabyś zrobić monolog dwugodzinny na 10 temat, nie? A nie? OK.
Krzysztof:Ale chciałem Cię zapytać o 10 moment, kiedy pierwszy raz stanęłaś na scenie I przeżyłaś dramat, myślisz Boże, to się jeszcze nie rozpoczęło, a ja już czuję, że będę cierpiała przez godzinę. Jak sobie I teraz pytanie powiedziałbym dla mnie twórcze, jak sobie z tym poradziłaś I jak przez to przebrnęłaś? Nieopłacalny projekt, Aleksandro.
Ola:Wiesz co, w kategoriach finansowych wypowiadać się nie będę, bo to zawsze był drugi planowy temat w moim życiu. Natomiast jeśli chodzi o taką porażkę, myślę, że istotne jest to, że ja nie zaczynałam tak jak komik powinien. Ja nie miałam lat w małych klubach, grając przed znajszymi ode mnie komikami, ćwicząc się, popełniając te błędy na mniejszej publiczności. U mnie zaczęło się dosyć niekonwencjonalnie. Kilka lat temu wzięłam udział w ogólnopolskim konkursie, w którym jako jedyna, jako amatorka doszłam do dziesiątki I nie miało to nic wspólnego z tym, co robi w internecie.
Ola:Konkurs w ogóle nie miał z tym związku, to, że ja miałam jakąś społeczność I takiej weryfikacji ja chciałam. Ona dała mi potwierdzenie tego, że chcę iść w tę stronę. Ja już byłam w bloku startowym, już był praktycznie zarysowany program Pandemia zamknęła nas na dwa lata I po tej pandemii był już wyznaczony szalony pomysł, który powstał na moim spotkaniu autorskim związanym z książką. Pochodzę z tej samej miejscowości, co Cezary Pazura I wymyślono koncert.
Krzysztof:A jaka to jest wpisowość?
Ola:Osiedle Niewiadów. Jestem bardzo dumna. Przyczepy Cezary I ja.
Krzysztof:A 10 gość
Kamil:czym się zajmuje?
Ola:Ma kanał na YouTube, wiecie? Od niedawna. Dopiero zaczyna, się rozkręca, ale trzymam ludzi, ma ogromny potencjał. Tak, tak, dokładnie tak. Jest namalowane na bloku, w którym się wychowywałam.
Ola:Serio?
Krzysztof:No tak,
Ola:chodziłam do przedszkola z jego córką przez moment, także jesteśmy przyjaciółmi. Był na moich jasełkach, to też jest piękna historia. Wyglądał mnie, jak miałam jedenaście lat, byłam przekonana, że mnie na maści I powiem, jaka jestem utalentowana. Celego Jezusa spociłam. On tego nie powiedział, jak się spotkaliśmy razem na scenie, przypomniałam mu tę historię, to on ma analogiczną z Gajosem, gdzie był na planie zdjęciowym, a potem po latach Gajas mu powiedział: trzeba było powiedzieć, że to ty.
Ola:Ja usłyszałam dokładnie to samo przed naszym występem Radomsko, trzeba było powiedzieć, że to jesteś ty. Także bardzo życzliwie, bardzo fajnie.
Kamil:Moment, moment. Czy ja dobrze zrozumiałem, że Cezary Pazura wspólnie z Januszem Januszem Gajosem, razem pocili Jezusa?
Krzysztof:Nie, nie, nie.
Ola:Dokładnie to zostawmy go z tym, wiesz? Zostawmy go z tym, wiesz?
Krzysztof:Sam chodził Kozioł, odezwał się, jest po raz pierwszy z nami w tej audycji, damy mu szansę za chwilę. A tymczasem wróćmy, Olu, do rozmowy.
Ola:Więc jakby nakreślam kontekst. Ja nie miałam doświadczenia, nie miałam sprawdzonych żartów, zaplanowany miałam debiut w swojej teoretycznie przyjaznej, ale nie do końca lokalnej społeczności. Występ na kilkaset osób od razu, ustawiono dwa występy, bo bilety poszły od razu, ale były z jakąś symboliczną kwotę, więc ludzie, wiadomo, przyszli na pazurę, nie mieli absolutnie w dupie, bo ktoś ewentualnie kojarzył, że coś robi w internecie.
Krzysztof:Nie byłbym tak krytyczny w stosunku do siebie. Duże słowa padły I ja takich słów jako artysta nie bardzo lubię.
Ola:Być może chciałabym jednak uzasadnić swoją wypowiedź, bo
Krzysztof:tak jak
Ola:mówię, od razu były ustawione dwa występy: na godzinę siedemnaście I na godzinę dwadzieścia. Program był napisany wstępnie, zarysowany dwa lata wcześniej, jak wiadomo, mam ADHD. W międzyczasie nic z tym nie zrobiłam. Tydzień przed się zorientowałam, że to się dzieje I skupiałam się na tym, żeby się nie odwodnić z biegunką I raczej modlić się o to, żeby to się udało. No I generalnie wymyślałam sobie koncept, który mógł się albo udać, albo być katastrofą.
Ola:Wymyśliłam sobie, że napiszę żarty, w zasadzie cały program, o ludziach stamtąd, zagrany tylko tam, o miejscach, które wszyscy znamy, miejscowościach I jakby na poziomie wymyślania wydawało mi się to strasznie błyskotliwe, ale chyba dlatego komiksy robią testy, czego ja wtedy nie wiedziałam, co jest na swój sposób urocze, że jeszcze nie wiesz, co sobie robisz. I tak się złożyło, że akurat 10 pierwszy występ, na który bilety rozeszły się dużo szybciej, to była taka starsza gwardia starszych ludzi z moich okolic, którzy zdecydowanie przyszli na Cezarego Pazurę.
Krzysztof:A ty im pocisnęły żarty?
Ola:Pocisnęłam pocisk I to mogło albo wejść, albo mnie znienawidzą. Jeszcze na tym występie był mój ojciec, z którym relację mam taką, że co bym nie zrobiła, to tak jakby to, że jestem głomem z matematyki zawsze było ważniejsze I nigdy nie był na moich jasełkach, więc wiesz, ja z zamiarem, że dowiozę, że jestem w odpowiednim miejscu. Tymczasem po prostu mój tata, który nie jest zbyt wylewnym człowiekiem, wsparcie to nie jest jego pasja, ujmę to w 10 sposób. Po tym występie, który był absolutną katastrofą, godziną ciszy I to jeszcze bym przeżyła, tylko że ja za godzinę miałam kolejny. I dokładnie po tym występie przychodzę do mojego taty.
Ola:Ja wiem, co się wydarzyło, ale muszę jakoś się zebrać. I on tylko na mnie spojrzał, już chyba nie chciał, wspiął się na wyżyny empatii. Po prostu jakby tak położył na mnie rękę I mówi: mówi: no córcia, musisz jeszcze poćwiczyć.
Krzysztof:O Jezu!
Ola:Także ja doskonale wiem, co to znaczyło. Ja byłam zmasakrowana. Na tym występie była babcia mojej przyjaciółki, która do tej pory mnie bardzo lubiła, ale teraz już jestem skreślona, no bo tam były brzydkie słowa I w ogóle dlaczego ja dokuczam I o czym to było?
Krzysztof:Jakie ładne słowo żyłaś, dlaczego ja dokuczam?
Ola:Dlaczego ja dokuczam? A jej najgorsze było właśnie to, że ja już po prostu w historii najchętniej poszedłem do domu, a nie mogę. Wtedy moja przyjaciółka, która jest takim mogłaby być moim bodygardem czasami, wjechała po prostu To jest bardzo złe, tego absolutnie już nie robię, alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów I nie wolno go stosować. Nie jest ani na smutki, ani na radość. I chcę, żeby to wybrzmiało, ale wtedy po prostu przyniosła mi szklankę wódki.
Ola:I ja po prostu powiedziałam sobie: Ola, to już się wydarzyło. Natomiast ta frustracja, że poszła mi tak źle, przelała jakby jakieś emocje. Ja po prostu wyszłam, stwierdziłam: jeszcze raz, najwyżej nie zrozumiałem. I druga publiczność okazała się już zupełnie inna. Ale dowcip polega również na tym, że tour manager Czarka spóźnił się na 10 pierwszy występ.
Ola:Nie widział pierwszego.
Krzysztof:Zachwycił się.
Ola:Zobaczył mnie dopiero na drugim. Po tym występie usłyszałam, on nie znał kontekstu I opinii ludzi, którzy wyszli z pierwszego. Spotkaliśmy się potem na takim afterze I on powiedział, że absolutnie nie powinnam mieć kompleksów na tle innych komików, szczególnie komiczek. Tam wymienił parę nazwisk, którzy dzisiaj bez znaczenia, więc absolutnie poemat mój A co to jest? No nie, no tak wysoko bym nie mierzyła, ja tak dopiero zaczynałam.
Ola:Daj mi czas, ja jestem raczej skromna dziewczyna z prowincji, nie mierzę tak wysoko, nie wierzę tak
Krzysztof:wysoko. To wróćmy do tematu. A
Kamil:Powiem ci, że ty w swoich serialach nie jesteś taki zabawny. No, nikt tak nie pisze.
Ola:Więc jak kojarzycie tego mema z tym misiem, który tak się ogląda, to mniej więcej taką miałam minę. Więc na dzień dobry doświadczyłam czegoś, co było bardzo bolesne, no ale nie miałam tych mniejszych kopniaków, które powinnam zbierać, kiedy mówię pięciominutowe żarty w klubie, a nikt się nie śmieje, tak? Czy jeżdżę za darmo po całej Polsce za jakimś komikiem?
Krzysztof:Ja będę ciągnął, już Kamil, puszczam. Opowiedz, ja myślę, że to jest naprawdę, dla mnie to jest mega ciekawe. Opowiedz o tym, co się dzieje w głowie, w sercu, w tętnie osoby, która stoi, mówi I nie jest śmiesznie.
Ola:Wiesz co, ja myślę, że to
Krzysztof:było Czy ty pamiętasz te dwie?
Kamil:Ja to muszę powiedzieć, ale to akurat
Ola:wiesz. Udało mu się to. Układałam mu kartę.
Krzysztof:Ja się zaangażowałam w rozmowę, że ja akurat wiem coś te
Kamil:dwie dyszki to po programie. Dobrze.
Krzysztof:Nie, poważnie. Niech twoi fani, fani niech usłyszą, co się dzieje w głowie I sercu człowieka, który przyszedł bawić, a przeżywa dramat, bo się nie bawią.
Ola:Wiesz co, wtedy było to straszne, ale nie tylko dlatego, że się nie bawią I nie śmieją, bo trochę z automatu decydując się na taką pracę, musisz to sobie wpisać w ryzyko, które wykonujesz. No teraz, jak już trzeci rok to robię, to biorę to pod uwagę, że ludzie bawią różne rzeczy, że nie wszędzie trafię I tak dalej. Wtedy to była dla mnie trochę jak śmierć kliniczna. Dlaczego? Dlatego, że po pierwsze nie miałam tego knowhouse przeszłości.
Ola:Ja nie miałam żadnego know-how. Know-how. Tak, z rosyjskiego.
Krzysztof:Znam języki obce. U nas
Ola:w Miodowej były też kursy takie językowe, byłam na kilku I po prostu chciałam trochę powiedzieć mamie, że się opłacało mnie wszędzie wysyłać. Nie wyszłam na Rudzielskim,
Krzysztof:więc dlatego to wrzuciłem, ale nieważne, mógł dalej.
Ola:Trzymam kciuki. Wypiłaś mnie z wątku teraz.
Krzysztof:Mówiliśmy o tym, że nie miałaś knof-hof.
Ola:Nie miałam knof-hof, bo nie robiłam tego nigdy wcześniej, więc nie wiedziałam na co się pisze oraz, wiesz, to nie było tak, że sztab ludzi mnie wspierał, że ja miałam, Ja wiedziałam, że wyszłam przed szereg absolutnie, robiąc to, co robię, będąc w małej miejscowości, córką rolnika, która nagle porywa się na to, że będzie komiczką. Jestem oceniana pod tysiącem względów, że mała miejscowość, że kobieta, że matka, że kobiety w ogóle w komedii, w stand-upie I trochę wyszłam przed szereg, ale nie byłam totalnie przygotowana, co będzie poza tym szeregiem. Już byłam dumna, że nie jestem tam, powiedzmy, gdzie nie pasowała, nie rozumiałam dlaczego, ale tu nagle się okazało, że w tej chwili nie masz się czego złapać, że nie ma nikogo, kto ci tutaj powie, w którą stronę masz iść, czy to był dobry problem.
Krzysztof:Stończnie, oni śledzą tam.
Ola:Paradoksalnie 10 moment, w którym musisz się przekonać, że albo będziesz mieć to wsparcie w sobie, albo żadne inne wsparcie nie uzasadni twojej obecności, gdziekolwiek w życiu nie jesteś I zapłacisz za to wysoką, za zbyt wysoką cenę, po prostu.
Krzysztof:Ci maratończycy puenty teraz się rozpoczynają, tak już zupełnie poważnie wchodząc w 10 wątek, że nieopłacalny projekt jest wtedy twórczy, jak odkrywasz w sobie, że musisz mieć sama dla siebie wsparcie. Że musisz być wsparciem dla siebie samej, samego, gdziekolwiek stoisz I kogokolwiek masz przed sobą.
Ola:To jest też ogromne podsumowanie zeszłego roku a propos drogi prywatnej terapii I próbowania różnych rzeczy, szukania wsparcia I rozwiązań I oczekiwania tego, że ktoś mnie da. I zazdroszczenia wszystkim ludziom, którzy weszli w cokolwiek, wierzą w to tak na dwieście procent, naprawdę zachwytem I nie wartości czuję w żaden sposób, nie ma tu cienia ironii. Zazdroszczę szalenie ludziom, którzy wierzą w Boga, w kamienie, w energię, cokolwiek, co tu nie napiszesz. Jeżeli to ich nakręca, ustawia, jest dla nich oparciem, wyjaśnieniem, serdecznie im tego zazdroszczę, bo ja zawsze mam wątpliwość I bałabym się tego, że to ego rozbucha się tak, że odjedzie mi peron. Nie wiem w ogóle, skąd taka żywa obawa, bo nigdy tak nie było dowodów na to I powodów, żebym tak o sobie myślała, ale wiem, że jak ludzie za bardzo uwierzą w siebie, to już
Kamil:Ja mam taką recenzję. Przepraszam, że dokończyłbym, bo to
Ola:już nie wiem, bo wydają pieniądze, których nie mają na Porsche, którego nie potrzebują. Różne sytuacje. Czyli to nie jest jego, to jest tylko na pokaz. No I te laski spod klubu, po który mamy podjechać, lepiej żeby o tym nie wiedziały. Ale 1 na pewno nie słuchają podcastów, to nie jest ta kategoria kobiet.
Kamil:Ja tylko chciałem powiedzieć a propos tego ego, mogę teraz sto dwadzieścia sekund, za które zapłaciłem tutaj.
Krzysztof:Dobrze będę
Ola:wypiła, żeby ci nie przerywać.
Kamil:Dobra, jakbyś miała za dużo ego, to po prostu musisz poprowadzić podcast z Krzysztofem I on potem przez pół godziny nie daje ci dojść do głosu I dzięki temu wiesz, gdzie jest twoje miejsce. Także jak coś, to ja zwalniam to krzesło, płacisz za to tylko pięć tysięcy za odcinek.
Ola:Troszkę nisko mnie cenisz.
Krzysztof:No Jezus, szanowni państwo, nie wchodźmy sobie aż tak na ambicje. Kamilu.
Kamil:Cztery tysiąc e dziewięćset jak się potargujesz. I
Ola:co, na raty brakuje, co? Trzeba było przemyśleć.
Kamil:To akurat nie jest moja najmocniejsza strona, jak widzisz po doborze współprowadzącego.
Krzysztof:Niestety, ja byłem najtańszy w swojej kategorii wiekowej, więc tutaj jestem. Szanowni państwo
Ola:To jest mój tekst, jakbym pracowała w telewizji, że oczekiwali państwo nowych twarzy, świeżej krwi I młodych ludzi, ale mieliśmy ograniczony budżet, więc jestem ja.
Krzysztof:To jest w ogóle mój
Kamil:żart od czterech lat I tak to się właśnie dzieje. Zastanawiam się, gdzie 1 uciekają.
Ola:Ale zależy od kto go wypowiadać. No właśnie,
Kamil:no właśnie, to było słychać. W ogóle jak jakoś tak się nerwowo zrobiło, to ja będę leciał.
Krzysztof:Bardzo jest coś nam tu potrzebnych. Bardzo ciekawy wątek się pojawił, wątek, którego jeszcze do tej pory nie dotykaliśmy. Jeszcze który, wiem, że czekasz,
Ola:czy ja mam coś, bo tu u Ciebie jeszcze
Krzysztof:Kamil wielokrotnie z taką, I to już nie żartuję, tylko serio mówię, z taką dużą złością złością Z jakąś niecierpliwością mówi o tym, że na maksa wkurza go to, że się mówi o różnych osobach, że są tu, gdzie są. Ty jesteś tu, gdzie jesteś, dlatego że są uprzywilejowane, że pochodzą z uprzywilejowanego środowiska, że dom, tata, ty podkreślasz swoje myśli.
Ola:Mogłabym być chyba wizytówką tych, którzy nie, aczkolwiek nie będę sobie umniejszać I uwłaczać. Rzeczywiście jestem córką rolnika, ale moje uprzywilejowanie polegało na tym, że ja nie zaznałam nigdy wiedzy ekonomicznej. To, że mój tata wykonywał taki, a nie inny zawód, sprawiało, że ja na studiach mogłam próbować różnych rzeczy. Oni po prostu totalnie nie rozumieli, kim ja będę. Ja nie wiedziałam, więc za bardzo nie miałam argumentów w tej dyskusji.
Ola:Po prostu mój tata przelewał mi te pieniądze na te studia, żebym ja nie musiała pracować w tym czasie gdzieś, żeby się utrzymać. I mówi: szukaj, lataj.
Krzysztof:Ale chcesz powiedzieć, że przez tę drogę, którą szłaś, kariery swojej, zostało ci to w jakiś sposób, nie wiem, chcę powiedzieć, wypomniane, ale wypunktowane pochodzenie? Chyba już takiego świata nie ma. Czy jest jeszcze?
Ola:Wiesz co, pochodzenia nie, ale raczej ludzie patrzą na mnie już w tej perspektywie kogoś, kto np. Ma te konta w social mediach I nie pamięta o tym, że żeby je zbudować, ja potrzebowałam dwanaście lat. To nigdy nie było celem samym w sobie. Ty mówisz o karierze, ja mówię o doświadczeniach I drodze. To, że jakby zarabiałam gdzieś pieniądze albo ktoś mnie przez to kojarzy.
Ola:Cudownie, ale jakby to nigdy nie był temat przewodni, że ja po prostu chcę pracować w telewizji, żeby mi wymielili zęby, żebym miała ładne marynarki I prezentowała pogodę, to nie jest moja ambicja. Ja po prostu chcę wierzyć w to, że mam coś do zaoferowania, że nie wynika to właśnie z tego, co dałyby nieznajomości, że jeżeli ktoś mnie tam zauważy, to dlatego, że ja 10 potencjał mam I chcę go wykorzystać po prostu, że tu nie było taryfy ulgowej. Natomiast teraz często tak jest, że to było w pierwszej trasie. Rzeczywiście, miałam 10 kredyt zaufania, że pierwsze bilety na moje występy kupili ludzie, którzy kojarzyli mnie z Internetu. To wejście było łatwiejsze, kredyt zaufania był większy.
Ola:Ja jestem za to wdzięczna. Natomiast teraz, w drugiej trasie, nie mam już pół grama kompleksu I nawet wczorajszy występ w Mińsku, kiedy zakończyliśmy, realizator tego wydarzenia podszedł do mnie powiedzieć, że było tu bardzo wiele stand-upów. Tak zajebistego nie pamięta. Brawo. Tak, jest to bardzo miłe, tym bardziej, że atmosfera Dobra, nie u mnie pracuję nad tym, tak.
Kamil:Brawo, brawo, brawo. Ja bym chciał uchwycić jakąś fabułę na początku, dlatego że
Ola:To trzeba było od tego zacząć, teraz będzie ciężko.
Kamil:Byłem, to nie jest mocna strona Krzysztofa, bo on jest scenarzystą, także on się w tym nie odnajduje. Natomiast ty zaczynałaś poza sceną stand-upową I ja bym chciał, po pierwsze, ad vocem do tego, co powiedziałaś, znajomości itd. No ty tych znajomości dzisiaj trochę masz, ale znajomości to nie jest kupą w chipsach, że sobie wylosowałaś I 1 są, tylko zapracowałaś na to długą obecnością w internecie.
Krzysztof:Ktoś musi chcieć cię znać.
Kamil:Tak, która raczej nie była, że tak powiem, na początku wysoce gratyfikowana, o, się delikatnie wypowiem. Moje pytanie brzmi: jak długo trwała ta twórczo-kreatywno-blogowa ścieżka Aleksandry Radomskiej aż chwyciła jakąś trakcję? Jak wyglądała to, co się stało?
Ola:Ja mam wrażenie, że ja cały czas nie jestem na jakiejś trakcji.
Krzysztof:Jesteś aż sto dwadzieścia tysięcy follow.
Ola:Tak, ale to prawie nie kupione. Nie dlatego, że nikogo z Turcji, rozumiesz?
Krzysztof:Nie, no Banglade, Szląglade, Szląglade.
Ola:Szukałabym kogoś z nieruchomością w cieplejszym
Krzysztof:Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie,
Ola:jest okej. Już zrobiłam sobie roznegoiżowaną sesję, ale wszyscy powiedzieli, żeby nie iść w tą stałą.
Krzysztof:Impresji w sto dwadzieścia tysięcy to jest naprawdę kawał
Ola:Ale prawda jest taka, że jedenaście tysięcy z tej liczby to jest ostatnie kilka tygodni, a przez dwa lata te konta stały, więc ja też byłam w takim zawieszeniu, więc jak pytasz mnie o receptę I sposób, nie wiem, robiłam swoje, albo ludzie szli ze mną, albo nie.
Krzysztof:A ile Kamili zapytał, ile czasu, jak by to trwało?
Ola:Od kiedy mam w ogóle Instagram? Nie, nie,
Kamil:nie. Jak długo przebijałaś się w blogosferze? Jak długo robiłaś swoje zamiary?
Ola:Z jednej strony była ta ciężka droga, z drugiej strony cały czas mam poczucie, że ktoś nade mną czuwa, bo ja zakładałam bloga z założeniem, że nie potrafię pisać zabawnie, bo to nie pory pisać.
Kamil:Jak zakładasz bloga, który mamy rok?
Ola:Dwa tysiąc e jedenaście? I wyobraź sobie, niby przypadek, ale nie wierzysz w przypadki. Jest dwa tysiąc e jedenaście, Próbuje sobie udowodnić, że jestem zabawna, bo znajomy powiedział, że bawią go moje opisy na Facebooku I stwierdziłam, że nie będę wszystkich zamęczać. Wiesz, Kamil, nie wszyscy cię lubią, więc ci, którzy chcą cię znaleźć, mam wpływowy profil na prywatnym po prostu z grzeczności zostają I nie chcą tam wiedzieć, kiedy ty będziesz występował. Jest to idea też w tej sytuacji.
Ola:Założyłam sobie bloga I na czym polega moje poczucie, że ktoś się mną opiekuje? Kilka miesięcy później, bo 10 blog nie miał nawet roku, tylko wpadłam w hiperfocus, pisałam sobie, bawiło mnie to strasznie wtedy moje wyrafinowane żarty o tym, że w Świebodzinę figurze Jezusa otworzę McDonald I będzie zestaw mojego męczennika z gąbką nasączoną octem. Bawił mnie niezmiernie. Jestem troszkę starsza.
Kamil:Się odbawi.
Ola:Nadal mnie bawi, ale stać w filmie więcej. Słuchajcie, nagle po niecałym roku okazuje się, że jest konkurs. Jestem sobie na Erasmusie, na którym jest mi bardzo źle I non stop tam choruję. I spontanicznie padam na decyzję, że biorę udział w konkursie bloga roku, gdzie z założenia, żeby się dostać, muszą ludzie na ciebie głosować. Więc musisz już mieć jakąś społeczność.
Ola:To jest teraz trochę takie Przyklepujesz to, że już osiągnęłam sukces I teraz oddaję, że 10 sukces jest dzięki tobie, jak współpraca z wielkimi markami. No nie, już się przytuliłeś do tego, co ja zrobiłam, więc jakby to nie jest nobilitacja dla mnie, tylko dla ciebie, że pracujemy. Tak to powinno być odbierane. I blog, jak wtedy miałam sto trzydzieści obserwatorów na fanpage'u, na Facebooku nie było Instagrama, nie było innych mediów.
Kamil:Ale to było tak dawno, że w Polsce jeszcze nie było internetu.
Ola:Tak, tylko że nadal głosy widzów były decydujące, których ja miałam garstkę, więc ta kategoria była do wywalenia. Natomiast ta
Krzysztof:społeczność
Ola:nie mogła mnie popchnąć dalej, gdyby nie to, że raz, wyłącznie raz w konkursie na bloga roku była porąbana kategoria. Ja gdybym startowała w lifestyle'ów profesjonalnych, no nie przebiłabym się pośród tych setek blogów, które już miały wtedy społeczność, bo powoli 10 hype na blogi rósł. To jeszcze było chwilę przed tym, jak każdy sklep miał bloga. Raczej tam byli pasjonaci, każdy robił swoje, inwestował swój czas, więc to był 10 czas, że albo ludzie kochali blogerów, albo ich nienawidzili, bo są debilami, którzy się tam eksponują w internecie. Nagle powstaje kategoria, która nie istniała chyba wcześniej, a na pewno już nigdy więcej się nie pojawiła.
Ola:Kategoria absurdalne I offowe. To była kategoria, którą ktoś wymyślił dla mnie. I tak naprawdę do tej kategorii zgłosiło się bardzo niewiele blogów. A nawet jak się zgłosiły, to było jakby Doszukały się do tej dziesiątki na siłę. Więc ja zdaję sobie sprawę, że to było psim sprzętem, że to nie był sukces, że ja zostałam wybrana z miliarda blogów.
Ola:Oczywiście tak sobie umniejszałam, ale po prostu jurorem w mojej kategorii był Tomasz Sanecki, który stwierdził: no, uśmiał się jak Norka I że absolutnie nie było żadnej konkurencji. Wygrałam w tej kategorii I to trochę jakby Ja wtedy oczywiście miałam nadzieję, że to popchnie mnie gdzieś dalej, ale życie mnie nauczyło. Jak nie ma nic na papierze I się fizycznie nie wydarzyło, to znaczy, że to nie istnieje.
Krzysztof:No
Ola:ale wtedy naprawdę miałam nadzieję, że to gdzieś poprowadzi mnie dalej, bo prowadziło tyle, że po prostu z domeny, nie wiem, wtedy Bloxa przeszłam na domenę Onetu I zaczęły mnie wibrować inne liczby, nakręcać tego bloga, bo wtedy Onet miał swoją oddzielną podstronę z blogami I, co ciekawsze, teksty wrzucał na stronę główną, więc ja zaczęłam osiągać liczby czytelników, których normalnie bym nie dała rady wykręcić wtedy z tak małą społecznością. No I wtedy mogę się poszczycić, że to też w pierwszym stand-upie było, że moja matka o moim sukcesie dowiedziała się, kiedy byłam na stronie głównej, bo wtedy jeszcze robiłam takie śmieszne grafiki ze swoją twarzą I dowiedziała się o moim sukcesie. Na głównej Onety był artykuł Czuję się prostytutka. A był to po prostu zabawny felieton o tym, że jak szukasz pracy, to zachowujesz się jak prostytutka. Mówisz, że robiłbyś to nawet gdyby ci
Krzysztof:nie płacili. Nie
Ola:patrzysz na słówko. Nie patrzysz na zegarek. Wiesz, to jest 10 sukces, dokładnie tak. Dokładnie tak. Więc to jest ta twoja praca, tak?
Krzysztof:To jest ta twoja praca, że ty ludziom wszędzie mówisz, że jesteś prostytutką. Mamo, nie, tu chodzi o to, że tam jest, czuję się jak prostytutka, nie chcę o tym słyszeć.
Ola:Nie, to jest jeszcze drugi żart z pierwszego programu mojego, w którym mój tata ma Messengera I jest już tym użytkownikiem internetu, że wysyła te wszystkie łańcuszki. Jak zastanawiasz się, kto je robi, to jest mój stary. Wyślij sześciu osobom, bo zdechnie ci pies, jak nie wyślesz, to wyrucha cię koza. Mój tata jest bardzo zaangażowany, już na tyle, że jak on napisze, że mam raka, to mi wyśle fajnego gifa. No I że ja po prostu postanawiam, o matka niegotowa, no bo byłam prostytutką, jak wiemy z kontekstu tej rozmowy, to mam nadzieję, że wie, że przede wszystkim.
Ola:Mam nadzieję, że to będzie 10 clickbait właśnie. I idę do taty powiedzieć mu, że będę zarabiać przez internet. A ja mówię, że będę zarabiać przez internet, bo tata do mnie mówi: Tydziesz się rozbierać na kamerce. Nie, tato, chyba będę ludzi rozśpieszać przed kamerką. No, czyli się rozbierać przed kamerką.
Ola:Więc taka to była historia, że 10 Blue KRUS, teraz KRUS, teraz już pewnie z perspektywy czasu nie znajdę momentu, w którym natomiast zanim kiedykolwiek zarobiłam złotówkę na blogu, od momentu, który powstał, zaczęłam pisać, więc ja teraz patrzę na tych, którzy chcą założyć sobie konta, szybko je spieniężyć, być influencerami, cokolwiek to znaczy dla nich, dostać paczkę szamponów I oddać duszę za kabanosy. To akurat rozumiem. Szczególnie te wegańskie. Dlatego się tak przyspieszam do brzegu. Minęło kilka lat, nie powiem, czy nie siedem.
Ola:Siedem. Pamiętam, że jak moja córka jeszcze była mała, ja chciałam pisać, to to było niepoważne. Ludzie zaczęli traktować poważnie, jak pojawiły się pieniądze, no ale potem był kolejny zarzut, że to się robi dla pieniędzy, że to są łatwe pieniądze. W
Kamil:końcu prostytucja. No,
Ola:myślę, że na swój sposób każdy z nas się prostytuuje, no nie każdy może robić ciągle wszystko w zgodzie ze sobą na sto procent. Moja mama się ucieszy, że znowu poruszamy 10 wątek, chciałabym, żeby on wybrzmiał.
Kamil:I wiesz co, damy go w ogóle na clickbait'cie na początku, Natomiast tak jak ad vocem, bo być może nie zorientowała się jeszcze z przebiegu naszego tutaj programu, ale nazywamy się maratończykami puenty, gdyż trochę do tej puenty biegniemy. To na pewno nie wybrzmiewa jeszcze, bo non stop mamy coś mądrego do powiedzenia, ale przypomniało mi się a propos tych niszowych kategorii, kiedyś moi kumple na studiach doszli do wniosku, że bardzo by chcieli pojechać na olimpiadę I muszą sobie znaleźć jakiś sport, w którym w ogóle nie ma konkurencji I doszli do wniosku, że oni pójdą w curling, no bo jest ogólnie sto zawodników curlingu w Polsce, więc nie ma możliwości, że chwilę poćwiczą, to by się nie załapali. Jednak problem polegał na tym, że nigdzie nie było żadnego toru, więc musieli porzucić swoje marzenia, więc może się okazać, że to kładlinki.
Ola:Na szczęście był Internet, tylko
Krzysztof:dlatego, że był Internet.
Ola:Trochę fuksem, trochę szczęścia, gdybym nie umiała pisać, to by się nie wydarzyło, więc zdaję sobie sprawę, że to nie była tylko moja ciężka praca czy znajomości oraz ich braki. Miałam wiele razy takie poczucie, bo na przykład, kiedy w internecie już wszyscy stawiali na filmy, już wideo przejmowało tutaj rolę, teraz blogów chyba już nikt nie czyta, Ja w swoim tempie szłam, z boku to może wygląda jakoś szybko wolno, bo ludzie mi co jakiś czas gratulują sukcesów albo że z tym inspiracją, a ja mówię: Umarłam, że nie wiem, czy mi chciała drugi raz przejść, jakby nie pisałam się na to, nie wiedziałam, co mnie będzie czekać, nie wiem, czy chciałam zapłacić taką cenę, ale już tu jestem, jakby wylało się mleko. Ja, żeby nagrywać pierwsze filmiki, bo jakby chyba przeczuwałam, co to się będzie działo, że będę oceniana nie przez pryzmat tego, co mam do powiedzenia, że będę się parować z tym hejtem, na który chyba nie byłam gotowa, bo gdzieś tam się chowałam za tekstem. Ludzie byli szczerzy zdziwieni, jak zaczęłam publikować swoje zdjęcia, bo dużo tego nie robiłam, bo byłam taka sarkastyczna, że nie jestem jakimś ogrom, trollem, pruszczatym, który nienawidzi ludzi I się mści.
Ola:W ogóle nie łączyło im się to, że ja mogę prowadzić sarkastycznego, dowcipnego bloga, a pracować w hospicjum. Ludzie wolą proste kategorie, a ja lubię tych szuflad się trochę wysuwać. Więc powiedzmy, że kiedy już wszyscy nagrywali filmy, mi to zajęło z dwa, trzy lata, żeby pomalutku to zrobić. I te konta co jakiś staż, też chciałam uspokoić kogoś, kto je prowadzi, jeżeli prowadzi je na pałę, tak jak ja, że były momenty absolutnego zastoju, że to już traciłeś sens, że to w ogóle masz to robić, a potem był jakiś boom, niekoniecznie przyjemne, bo wtedy na przykład doświadczyłam. Mój przypadkowo nagrany filmik stał się viralem.
Ola:Teoretycznie marzy o tym każda osoba z Internetu, natomiast to był taki viral, który nie stawia cię w pozytywnym świetle. Nagrałam prosty żart, będąc po prostu zaspaną mamą małego dziecka, która idzie po kartofle I do dziś, jak mi ktoś po prostu mówi, że zawdzięczam coś temu filmikowi albo że od tamtego momentu mnie obserwuję, to mam takie: mówię mi, dla bardzo miejscowych rzeczy I błyskotliwych w tym czasie zrobiłam mi to, że po prostu zażarło akurat to, dużo mi mówi, ale teraz już po prostu wpisuję to w swoją działalność, że to jest trochę loteria.
Krzysztof:Trzeba to przytulać, trzeba się to
Ola:Wpływ mam tylko na swoje intencje, na to, co mnie jarało, a jak tu ludzie odbiorą, to musiałam też grubo przepracować. To już nie jest moje. Więc stałam się wiralem z filmikiem o dwóch dychach I złodziejaszku, moim wtedy mężu, który skitrał mi dwie dychy. Ja przez niego pójdę do bankomatu, potrzebuję dwóch, wypłacę pięć, a wydam sto. I 10 film po prostu został tam wszędzie, gdzie byś nie chciał się pojawić.
Ola:Jebiździdy, wszelkiego rodzaju portale został skradziony miliard razy. Wtedy pamiętam, że z konta piętnaście tysięcy skoczyłam chyba w trzy dni do pięćdziesiąt I niby wow, wow, 10 przyrost procentowy, ale cena taka, to dlaczego ludzie są Pierwsza taka lekcja I okropna wtedy, ale jak dostaniesz takim gówtem albo zaczniesz od takiej porażki, no to potem to, co się na bieżąco dzieje, może to był 10 sposób. Pokażemy ci, jak może być najgorzej, potem już
Kamil:Czyli to jest twoja metoda, po prostu najpierw dostać
Ola:Wiesz co, muszę to przerobić z moją Bożenną, ale to może tak być. No, ale
Krzysztof:ja z kolei mam w drugą stronę, bo myślę o tej puencie, o tym maratonie, puenty, które sobie tu biegniemy od dobrych, niech zerknę trzydzieści pięć minut, że nie ma chyba w tym nic zdrożnego ani złego, bo Ty powiedziałaś o tym, tak to wybrzmiało, ja tak usłyszałem, może niedokładnie te słowa dobrałaś. Jak chcesz doświadczenie traumatyczne, pierwszy sukces, nagrałaś filmik Zaspana.
Ola:Wiesz, bo dla mnie to nie był sukces. To było jakby dla kogoś te liczby były sukcesem, a ja czytałam o sobie tak obrzydliwe rzeczy, na które nie byłam budowlany.
Krzysztof:Ja wycofuję słowa, tak, to przepraszam, dobra, że ci nie sukces. Pierwszy moment, w którym stajesz się nośna, czy ty stajesz się tematem ogólnopolskiej, nie wiem, ogólnointernetowej dyskusji, dla ciebie jest doświadczeniem, jak słyszę, traumatycznym. To teraz idąc za tym, czy takim nieprzyjemnym, niemiłym, idąc za tym, mówimy o projektach, które się inaczej kalkulowało na początku, a które odpaliły w innym kierunku niż się zakładało. To doświadczenie, mimo wszystko, jak rozumiem, przekułaś na jakieś dobro dla siebie.
Ola:Po czasie chyba trzeba tak robić z każdym doświadczeniem I to, czego się uczę obsługi siebie, swojego ADHD I swojego mózgu, że jak po prostu masz wrażenie, że jesteś pośrodku wybuchu, to najlepsze, co możesz zrobić, to postarać się nie reagować albo po prostu zareagować tak, jak potrafisz w danym momencie, dać sobie na to przyzwolenie, ale pamiętać, że ta perspektywa blisko tego krateru teraz, to jest tylko ułamek perspektywy. Że za jakiś czas być może, to jest okropne, co teraz powiem, być może będziesz jeszcze za to wdzięczny.
Krzysztof:A opowiedz proszę, to myślę dosyć ciekawy wątek, Jak sobie radzić z taką masą nienawiści, złośliwości, ubierania
Kamil:tego filmu
Krzysztof:w innym kontekście niż ty chciałaś na zewnątrz? Mam na myśli naporem takim internetowym I z tym, co jest w warzywniaku spotykać się, pani Basia albo pani Basia?
Ola:Mam to szczęście, że na żywo nie doświadczyłam, to nie jest wyzwanie, nic na żywo takiego spektakularnie przykrego się nie wydarzyło. Natomiast, jak ja zaczynałam pisać, to wiesz, nie było tej kalkulacji. Nie było wtedy dyskusji, czy pokazywać dziecko, czy nie, gdzie jest granica prywatności. Ja nie uważam, to może inaczej, że ja naruszałam swoją prywatność. Ja z życia codziennego robiłam anegdotę, która miała ludzi bawić albo skłonić do refleksji.
Ola:To nie jest tak, że robiłam sobie reality show. To jest oczywiście moja opinia, do której chyba mam prawo, bo na temat ludzi w Internecie mówi się różne rzeczy. Wiesz co, na tym etapie, jak już jestem mamą I 10 Internet troszkę trwa, to już mogę powiedzieć to, co powiedziałam przed chwilą, że ja się trzymam tej intencji.
Krzysztof:To cię chroni.
Ola:Żałuję bardzo wielu rzeczy. Gdybym mogła zrobić kilka kroków w
Kamil:tył, to
Ola:bym pewnych rzeczy nie zrobiła. Tak jak teraz wycofałam się już praktycznie całkowicie z pokazywania mojej córki, co było inspiracją bardzo wielu tekstów o macierzyństwie, nie o niej, bo jej prywatności nie chciałam naruszać, ale doszłam do tych wniosków teraz, być może późno, że tego nie robię I nie powinnam. Natomiast nie przewidziałam nigdy I też myślę, że ktoś nade mną czuwał, bo teraz internet wiemy o nim lub nie wiemy, mamy Google'a, family Linki I wiele różnych takich rzeczy, które rodziców mogą wspierać, edukować. Ja zaczynałam działalność w internecie, jak byłam absolutnie nieukształtowanym dzieciakiem, który miał poczucie, że potrafi pisać. To nawet nie chodziło o bloga.
Ola:Miałam lat naście. Byłam tym pierwszym pokoleniem z nielimitowanym dostępem do internetu. Nikt jeszcze nie wiedział, co to jest internet. Moim rodzicom do głowy nie przyszło, że w tym internecie może działać. Oni nawet nie zapytali, co ja tam robię.
Ola:Oni ewentualnie kupowali komputer I to nie jest jakby Nie mogli tego wiedzieć, bo oni po prostu prostymi ludźmi, którzy się cieszyli, że ja siedzę w pokoju, jakby nie odwalam, wręcz denerwowali się, że tak mało czasu spędzam na powietrzu. A ja sobie tam pisałam teksty I najpierw ta krytyka anonimowa po prostu moich tekstów, potem 10 Onet I teraz jestem mamą dziesięciolatki I ja po prostu już nie mogę jej uchronić, nie schowam jej tak, że nie uniknę, nie zamknę jej w szafie I nie pozwolę, nie odetnę jej do social mediów. Ale to nie jest miejsce dla osób, które mają się dopiero ukształtować, bo będzie to bardzo bolesny proces, po prostu zostaniesz zmasakrowany. Każdy motyw zwątpienia, bo tak jest, ludzie ci będą krytykować z wielu powodów, ale nasza psychika będzie działać tak, że przede wszystkim skupisz się na krytyce oraz akurat pozwolisz, że zabolą cię te rzeczy, które autentycznie cię prywatnie po prostu bolą. Ktoś ci powie, że masz brzydkie okulary, uważasz, że masz zajebiste, ale że jak ktoś uderzy w czuły punkt, no to wie, że to w tobie pracuje.
Ola:I ja absolutnie, więc gdzieś mimo wszystko ktoś nade mną czuwał, bo myślę, że byłam uzależniona od Internetu już zawsze od tego pisania. Przy moim ADHD być może to mnie uchroniło od ryzykownych zachowań narkotyków, alkoholu, bo to tak mogło też by się skończyć. Dopaminy szukałam w internecie, ale nie mogę nie powiedzieć. Mogłoby się to skończyć o wiele gorzej. I patrzę na moją córkę, którą powolutku gdzieś tam wpuszczam do social mediów.
Ola:Jest to gruby kompromis, no bo ciężko mi dyskutować z rodzicami dzieci z jego otoczenia, którzy zakładają swoim dzieciom Facebooki. Pozwoliłam sobie na 10 Messenger pod jakimś tam zmienionym nazwiskiem. Po czym moja córka ma jakieś tam hobby, ta grupa zrzeszała dzieciaki, które tam malują maski nieważne. I na tej grupie pojawił się gościu, który po prostu się obnażał przed dzieciakami. To jakby nie przewidzisz tego.
Ola:Póki sobie nie jesteś rodzicem, to też jest to w ogóle taki game changer. Zanim zostałam mamą, pracowałam w hospicjum. I te puzzle tak jak się przestawiają. Teraz jakby refleksja jest kilku ostatnich dni. Mieszkam tam, gdzie mieszkam, czuję się niezależną, silną kobietą, ale jak widzę, ile zagrożeń na mnie czyha po prostu, że ja autentycznie, nawet jak chcę iść do lasu, to muszę mieć 10 gaz pieprzowy.
Ola:I to nie jest moja fanaberia I fobia, bo w życiu bym czegoś takiego nie miała, bo jestem bardzo pozytywnie nastawiona, wręcz nawet moja przyjaciółka mówi, że ty Ola z góry zakładasz, że ludzie są dobrzy. Dostajesz wpierdol. Ja mówię: no tak, ale na dziesięć razy sześć, siedem mam rację. Stąd są te kontakty. Ale trzy,
Krzysztof:cztery bolą mocniej niż sześć, siedem mają posiadania racji.
Ola:Więc to są autentyczne historie, że poszłam wczoraj I że to dziecko wprowadzam do tego świata I że to, co mi się mogło stać, bo o 10 kontekst mi chodzi, że ja sobie nie zdawałam sprawy, co się może wydarzyć. To nie wiem, jak moja droga by się potoczyła inaczej, bo jednak każda praca, którą w życiu wykonywałam również na etacie, pośrednio była związana z tym, co robię w internecie. Zawsze 10 argument, że piszę, że prowadzę te sociale, gdzieś bym jakiś marketingowcem się w życiu nie nazwała, bo wypadłam z obiegu bardzo. Myślę, że każda 22-latka po studiach ma więcej do zaoferowania w tym względzie, ale wtedy to był jakiś tam atut, że mogłam zarabiać te dwa tysiące na etacie. To ja
Kamil:mam dwie rzeczy. Po pierwsze mam wątpliwości, że tak się
Ola:świetnie Fajne hasło, to świetna nazwa na bloga, polecam, dużo polskich znaków, to się dobrze klika.
Kamil:Tak myślałem właśnie dlatego też
Ola:mam domenę.
Kamil:Mam domenę,
Ola:że miałam, rozwaliłam marketingowo od początku.
Kamil:To było widać, Bo tak, powiedziałaś, że pierwszy filmik, który się rozszedł, coś tam, coś tam, wrzuciłam tekst o ziemniakach, poszło szeroko I potem wylała się burza. Ale skąd moja wątpliwość? No bo 10 filmik to jednak był już po latach pisania, czyli trochę jednak tej grubej skóry mogłaś wcześniej nabrać.
Ola:Tak, ale nie była to taka skala pisania, raczej ludzie po prostu lubili moje pióro I tego hejtu na blogu to raczej Wiesz co, ja bardzo długo się też trzymałam, bo uważałam, że to pojęcie hejtu również jest nadużywane I ja mojej świętej pamięci, okulistka pani Tereska mówiła zawsze: Jak ktoś krytykuje, to pierwsze co musisz zrobić, to zadać sobie pytanie, czy to jest o tobie. I ja tę lekcję niestety być może poświęcam na nią zbyt dużo czasu, ale jak sobie zadaję pytanie: o kim to jest? Teraz już jestem trochę mądrzejsza. Wiem, że częściej jestem lustrem dla ludzi tego, co ich boli, czego oni nie mają. Jak słyszę zazdroszczę ci, to mi się flaki przelewają, bo to jest po prostu negatywne na każdym poziomie, robię krzywdę wszystkim, mi umniejsza I odbiera sprawczość tej osobie, która czuje, że to jest jakieś ja jestem w jakimś Disneylandzie, a ona na Podolę Wessy.
Ola:To jest okropne. Sama sobie to kiedyś robiłam. I nie nazywałam hejtem wszystkiego. Jak widziałam, jak moi koledzy z branży reagują na opinię, na krytykę, na jakąś myśl, na którą uważam, że powinniśmy być otwarci, żeby nie zamknąć się w tej bańce. Oczywiście, jak ci się nie podoba, to nie jest miejsce dla siebie, to nie chodzi o to, że wpuszczam kogoś do domu, żeby mi na sercu na wycieraczkę.
Ola:No, ale jeżeli nie będę otwarta na to, żeby rozmawiać z ludźmi spoza mojego kręgu, z tymi, którzy mnie nie uwielbiają, ja się poczułam komiczką I stand-uperką dopiero wtedy, kiedy na moje występy przychodzili ludzie, którzy regularnie chodzą na występy, mają już jakiś pogląd, doświadczenie.
Krzysztof:Punkt odniesienia.
Ola:Punkt odniesienia w tej branży. Ja nie mówię, że ja chcę docelowo być stand-uperką, bo ja nie chcę się chyba zamykać. Myślę, że to zamykanie się w tych kategoriach już jest nieaktualne, bo wiem, że są wojownicy prawdziwej podziału na kabareciarzy, ci kabareciarzy, którzy zostali stand-uperami. Ja myślę, że to się w tej chwili tak rozmywa I o ile stand-up był niszą, a teraz jest ogrom ludzi z kabaretów, aktorów, którzy zaczęli się tym zajmować, bo jest po prostu nie tylko. A co
Krzysztof:już spożyłaś tam?
Ola:Żebyś na to nie wpadł po prostu, wiesz? Bo jest ciężko, wcale nie chciałam konkurować.
Krzysztof:Program mam taki, ale dobra. No zrobiło się smutno, ale
Kamil:ja mam jeszcze pytanie w takim razie, bo ratuje tę sytuację, choć wydawała się być z wyjścia.
Ola:Dobrze, że jesteś Kamil, po to cię wzięliśmy do zarządzania kryzysem.
Kamil:Wiem, wiem, wiem. To jest właśnie tak w tym programie, jak I w moim byłym małżeństwie. Nie żartuję, nie ma małżeństwa.
Ola:A czy wiesz, gdybyś miał dużą dozą prawdopodobieństwa, a po tym wywiadzie mogłoby być już były, ale
Kamil:Otóż to. Więc wracając do głównego wątku, jeżeli takowe istnieje, to prosimy. Czy ciebie trapił syndrom oszusta gdzieś na jakimś etapie,
Ola:czy się zepsuła
Kamil:ci w tym momencie?
Ola:Myślę, że on jest rozbuchany cały czas, że jak coś się, po prostu, nawet jak się coś udaje czy na coś zapracowuje, to jest 10 głos, który z jednej strony trzyma mnie na ziemi. Ja jestem mocno ugruntowana I nie odlecę, ale z drugiej strony odbieracie to. Czasami chciałabym też być tym, kto mu odpali I stwierdzić: Boże, jaka jestem zajebista! Jako jedyna amatorka dostałam się do dziesiątki. W ogóle najśmieszniejsze jest to, że wszyscy mieli nagranie ze sceny, a ja nagrałam je kamerką po prostu.
Ola:Ale potem przychodzą I myśli: pewnie mnie wzięli tylko dlatego, żeby było jakieś urozmaicenie, wiesz, jakiś trochę parytet, nowa morda, zobaczymy, bo jakby tam nie było nikogo nowego, już od razu mózg teraz lata bycia w internecie nauczyły mnie wyobrazić sobie, co ktoś może mi zarzucić. Wchodząc jestem przygotowana.
Krzysztof:Strasznie, dociskające siebie samo do podłączyli.
Kamil:Masz już w głowie wszystkie potencjalne pociski I jesteś gotowa, żeby przełożyć, jak się tylko pojawi.
Ola:Bo ja byłam w ciąży, to byłam przekonana, że umrę przy porodzie w ogóle. Jak się to nie wydarzyło, to mi miało argument z ręki, bo ja już wyczerpałam zasoby, a teraz jakby kolejne nieprzyjemne rzeczy się dzieją, o których ja nie myślałam. To mnie chwaliło.
Krzysztof:Ale sytuacja, o której ty opowiadasz I bardzo dziękuję za taką dużą otwartość I gotowość do dzielenia się dosyć intymnymi historiami, bo sobie tak dowcipkujemy I śmieszkujemy, ale za tym wszystkim po pierwsze ja widzę I słyszę, że jest jakaś duża praca, taka własna, żeby umieć się tym dzielić, po drugie mądrość tego dzielenia się, bo to służy jakiejś sprawie. I teraz dotykając tych, którzy być może nas słuchają I sami mają takiego albo oszusta wewnętrznego, że mi się nie należy, że co ja potrafię, albo że nic nie potrafię, albo że dość tam amtofuksem, albo że I te wszystkie rzeczy, które stoją za tym tematem. I drugi temat, I drugi wątek tego, dla ludzi, którzy to właściwie idzie w pytanie, którzy startowali z takiego pułapu: Mi się to nie należy, mi się to nie uda, ale mimo wszystko kliknę Enter, żeby spróbować. Co byś im powiedziała dziś, po tych swoich latach doświadczenia?
Ola:Generalnie to jest tak, jakbyś szykował się do biegu z plecakiem pełnym kamieni. No tak, wyrobi ci to łydki, być może skończysz, ale nie będzie to rekord, a poza tym nawet jak dobiegniesz do tej mety, to z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będziesz miał siły się cieszyć. Zapłacisz za to zdrowie. Musiałam tą ścieżkę przerobić kilkoma nawrotami depresji I innych uszczerbków na zdrowiu, żeby Skoro nie rozumiesz wprost, dlaczego masz siebie wspierać, no to ciało pokaże ci jak debilowi. Dlaczego ty musisz siebie wspierać?
Ola:I co się dzieje, jak już znajdziesz tysiąc ludzi, bo na którymś etapie ktoś w ciebie uwierzy I będą głaski, I że może to być milion ludzi na stadionie. Jeżeli nie masz tego w sobie, to się nic nie wydarzy. Mam na swoim koncie znajomość krótką bardzo, która się rozwiała w dziwnych okolicznościach, z bardzo znaną artystką, której dyskografia jest to osoba po prostu ikoniczna dla bardzo wielu ludzi w bardzo wielu życiorysach. I Ja po prostu jako kobieta, która się boryka z różnymi stereotypami, masz taką nadzieję, że w którymś momencie dochodzisz do takiego punktu, że jest ci z tobą zupełnie okej, że masz te argumenty zdobyte na to, że tak jest, że sobie udowodniłeś. No I wtedy poznajesz kogoś, kto osiągnął miliard razy więcej w kategoriach, do których ty nie masz dostępu, ma potwierdzenie tysiąca ludzi, a mimo to on tego nie czuje I nie wie.
Ola:Ja wiem, że wiele naszych sukcesów, jak nie większość, wynika z naszych deficytów, z naszych kompleksów, z naszych braków. To nie jest tak, że 1 nas tylko uszkadzają. 1 nas napędzają. Oczywiście ja jestem śmieszkiem. Dlaczego jestem śmieszkiem?
Ola:W mojej rodzinie to była zawsze metoda na uciekanie trudnych tematów. Mój dziadek też był szalenie zabawnym człowiekiem. Ostatecznie się powiesił, nigdy nie potrafił rozmawiać. Nikt nie wie, co się wydarzyło.
Krzysztof:Komicy to jedni z najsmutniejszych ludzi.
Ola:Oczywiście. Dlaczego żartowaliśmy? Bo ja nauczyłam się, bojąc, nie wiedząc, że mam ADHD, nie dając sobie rady z takimi rzeczami, które dla innych były oczywiste I skupiając się na tym, że z nimi nie daję sobie rady, próbowałam uchronić siebie. Ja bardzo długo mówiłam o sobie, o swojej twarzy per morda. Uważałam, że to jest absolutnie oczywiste
Krzysztof:I normalne.
Ola:Zabawne I normalne. Starałam się na swój temat powiedzieć wszystko, co najgorsze, żeby nie dać się zranić. Zobacz, to rzeźbisz w głowie. Generalnie to nic nie powinno się Mogłam po prostu to się skończyć katastrofą I chorobami I nigdzie nie wyjść, ale gdzieś ktoś tam nade mną czuwa, że coś musisz przejść, żeby ewentualnie coś z tego wynieść. Jak nie przejdziesz, to nie wyniesiesz, więc potem sobie ocenisz, czy było warto iść tą drogą, którą idziesz, a nie wiedziałam, gdzie idę, bo nie było nikogo przede mną.
Krzysztof:Dobra, to co chcesz powiedzieć, ja ci tak z tego wnioskuję, że pierwsza rzecz, jaką byś zakładając, bo my bardzo z Kamilą pilnujemy I unikamy takiego bieda-coachingu I takich jakichś Że
Ola:jak nie masz w sobie, to nikt ci tego nie da I tego nie zdobędzie żadnym dyplomem, sukcesem, żadna ilość owacji ci tego nie dowiezie, bo będziesz sobie umniejszał oraz
Krzysztof:A jeżeli czujesz, a ja mogę dopytać jeszcze, a jeżeli czujesz, że chociaż, że to się delikatnie tli, to inwestuj w to? I
Ola:znajdź sobie, wiesz, bo ja też odkryłam dopiero niedawno, jakim game changerem, jakby nie zdajemy sobie sprawy wychodząc z określonego środowiska, nie wiemy, jak powinny wyglądać zdrowe wspierające relacje. Trochę to brzmi jak bełkot, ale jak się orientujesz, że to, czego potrzebujesz, to nie jest jakaś naprawdę Wystarczy się o tym czasami dowiedzieć, że ktoś ci po prostu powie, że powinno być inaczej I to już zmieni twoją perspektywę oraz, że niestety najfajniejsze rośliny są zwykle nawożone głównym. Bez tego gówna nie byłoby mnie. I generalnie popełniłam masę błędów, pewne rzeczy, wiesz, teraz rozmawiamy z Kamilem, to pewnie z perspektywy wielu osób moja kariera powinna być w zupełnie innym miejscu. Ja mam wrażenie, że ciągle to się dzieje na pałę I jakby trochę żyję po omacku, ale już jestem na takim etapie, że chcę to puścić.
Ola:Po prostu wszyscy mówią o tym, jak trzeba żyć, ale nie znam nikogo, kto byłby w pełni usatysfakcjonowany. A jak jest, to jest właśnie jedną z tych osób, do których ja bym ewentualnie miała dużo uwag, ale się zamknę, bo stwierdzę, dopóki się czujesz ze sobą dobrze, nie robisz nikomu krzywdy, zajebiście. Myślę, że dużo straszniejsze jest teraz non stop umniejszanie sobie. Bardziej to mnie przeraża niż to, że rozbuchałoby się ego. Chciałabym przez moment zobaczyć, jak się czują ci, którzy nie mają potwierdzenia, że są zajebiści.
Krzysztof:Kiedy był taki moment, że powiedziałaś: Dobra, to jest teraz moment na takie porządne, dobre pieniądze za to, co robię? Bo to zawsze jest trud, wydaje mi się, w osobach, które przechodzą pewną drogę ze sobą, żeby w pewnym momencie powiedzieć magiczną dla nas perspektywę. Ja nie mówię, że to jest kwota tam, nie wiem, stomilionów czy dziesięć tysięcy, bo każdy ma swoją inny Mount Everest, Ale jak do takiego momentu ty dochodziłaś?
Ola:Co do mojej relacji z pieniędzmi, ja myślę, że to wynika z ADHD z kultury w moim domu, gdzie tych pieniędzy, nigdy nie zaznałam biedy, ale nikt mnie nie nauczył zarządzania pieniędzy. Ja miałam zawsze jakąś ogromną obawę, że mi ich zabraknie. Nie umiem ich totalnie inwestować, więc może żeby zwizualizować, jaką drogę przeszłam zanim ja otworzyłam własną działalność. Minęły chyba dwa lata boksowania się z tym. Moja cudowna księgowa robiła mi, po prostu ja zachowywałam jakby miała umrzeć, coś się nie uda.
Ola:Jakby zawalił się świat, bo po prostu wychodzę ze schematu, tam nie ma nic, spadam na ryj I po prostu chciałam wszystkim udowodnić, a teraz oni mówią: miałaś rację, trzeba było siedzieć na dupie I się nie wychylać. Ale to kosztowało tyle, że nawet jak miałam rację, to jakby koszt był zbyt duży. Więc ja, żeby było jakby Jaki ja mam stosunek do pieniędzy? Kiedy zakładałam własną działalność, bo mam tak głęboko, zobacz, ja z tym plecakiem. Gdzie bym mogła być, gdybym go nie miała?
Ola:Ja z plecakiem zakładałam działalność, no wtedy to była dla mnie ogromna kwota, bo ja pracowałam na etacie, zarabiałam tam dwa-trzytysiące, plus każdą współpracę, kiedy moi znajomi z branży już jeździli na ekskluzywne wakacje, byłam przekonana, że dzisiaj się zdarzyło. Nigdy się nie zdarzy. Wiesz, jak ja zarobiłam pieniądze, jak byłam w ciąży, to byłam tak przekonana, że już jakby teraz koniec, bo urodziłam dziecko, to w ogóle pokrzyżowała wszystkie plany, gdzieś to w formie anegdoty. Ja będąc w ósmym miesiącu ciąży, kupiłam mojej córce komodę, biurko I szafę, bo byłam przekonana, że ja już nie zarobię na meble do szkoły dla mojej córki, że muszę je kupić porządnie od stolarza, za tą jedną współpracę, która była fuksem. Z takiego mindsetu ja wychodzę.
Ola:Jak zakładałam działalność, to miałam działalność zakładaną z odłożonymi pięćdziesiąttysiącami, żeby jak się wszystko spieprzy, to że wiem, że rok przetrwam. Jak wyjeżdżałam na Erasmusa, nie wiem, czy znacie kogoś, kto wyjechał na Erasmusa I nie wydał ani jednego euro stypendium. Przydostałości, bo było przekonany. Tak, ale jakby ja myślę, że to jest tak przerażone.
Krzysztof:Nie śmieję się z ciebie, dobrze?
Ola:Tylko po prostu to jest absurdalne, więc pytasz się mnie o pieniądze. Ja generalnie to są przekonania, z którymi muszę walczyć. Nigdy to nie był cel sam w sobie. Byłam zadowolona, że mi starcza, ale dopóki miałam poduszkę finansową, bo to był dla mnie zawsze priorytet, wiedziałam, że mam niepewną pracę przy mojej działalności, dziś jestem, jutro mnie nie ma, rozchoruje się, dziecko będzie miało ospę, wypada, muszę być zabezpieczona. I widzę, jakie to było dla mnie, dawało mi komfort psychiczny, kiedy się o tym przekonałam.
Ola:Jak w zeszłym roku podjęłam ryzyko, której w mojej rodzinie nikt nie podjął I wzięłam sama kredyt hipoteczny, sama sanusieńka, zarabiając na siebie sama, mając kosztów sporo. Więc jak się mnie pytasz, to jest kwestia gruba do przepracowania. Wierzę, że jak będę robić to, co kocham, będę mówiła ludziom, za przeproszeniem, dobrze, ja będę miała dobrą intencję, chcę w to wierzyć, niech to będzie infantylne, to ktoś, coś nie pozwoli mi zginąć. Ale ja nie jestem po to, żeby liczyć bank roll I inwestować w rzeczy, bo to nigdy nie było istotne. Dla mnie luksusem jest to, że mogę w środku tygodnia po prostu stwierdzić, że teraz jestem z córką w kinie I że nie odbieram jej o siedemnaście:zero ze szkoły.
Ola:Nie zażegnam się w pracy, której nienawidzę. Jednak przykułam moją pasję na to, co robię. Więc pieniądze, jeszcze niecały tamten rok byłam po prostu przerażona, że umrę z głodu I to było tak niedorzeczne, bo jak moja księgowa podliczyła mi tamten rok, to się okazało, że to był najlepszy rok w moim życiu. I tak dalej, I tak dalej. Że czasami nie mam wpływu na to, co ktoś we mnie zobaczy.
Ola:I to jest kolejna lekcja. Ktoś zobaczy we mnie bohaterkę, ktoś zobaczy we mnie kretynkę, kogoś rozbawie do łez, ktoś stwierdzi, że jestem żałosna, ktoś stwierdzi, że mam piękną duszę, ktoś inny I tu nie masz na to wpływu. I tu wracamy do punktu wyjścia. Musisz mieć
Krzysztof:to, bo
Ola:nikt ci nie da, no po prostu. Ja nie mówię, że to mam, ale może na tym polega życie, żeby
Krzysztof:Oj, oj, masz.
Kamil:Nie no, masz jeden. Nie
Krzysztof:no, masz, masz, masz. Już uciekam od tych momentów. Uwielbiam dowcip, uwielbiam sarkaz, uwielbiam cyniczny,
Kamil:ale wrażliwy humor,
Krzysztof:ale jak są takie Ale, ale jak są takie momenty, to zatrzymuję, bo myślę, że warto w takich momentach się zatrzymać I powiedzieć: masz, masz, masz.
Ola:Cieszę mi się, że jestem programem, stworzyłam to, co miałam w zamyśle, że ja chciałam bawić, ale chciałam, żeby 10 program łączył prosty żart, jak ktoś chce prostego żartu, to go tam zobaczy. Ja sobie sprawdzam, co gdzie wchodzi, w jakim jestem miastach. Już jakby tu mi się to udało, że czy są owacje na stojąco? Mam bardzo często owacje na stojąco, które chyba w stand-upie nie są czymś popularnym, a ja na dziesięć występów osiem mam z owacjami, co jest dla mnie po prostu mega gratyfikacją, to mam takie żarty, po których oceniam, co tu będzie wchodzić, a co nie.
Krzysztof:Teraz grze te pierwsze takie rzeczy, które są.
Ola:Nawet jak nie wchodzi, to już jestem na tym etapie, że już sobie wytłumaczyłam, że po pierwsze ja się mogę mylić, ale tu przynajmniej, dopóki mam 10 program już znam, wiem, co on zrobił, jest kilkaset komentarzy na Kubilecik. Wiem, że dowiozłam, że ktoś chce widzi żart, to widzi żart, ale że oni się czują otuleni, że to jest o tym, że się boryka, że każda ma z nas kompleksy, że banał, ale my jesteśmy wszyscy
Krzysztof:z banału.
Ola:No nasze życie to nie są górki, w gruncie rzeczy to są te banały, tak?
Kamil:Tutaj dołożę troszeczkę naukowego świata, bo na twoich stand-upach czuje się taką emocję, o której Jonathan Haid mówi uwznioślenie, czyli mieszanka radości I wzruszenia. I to jest cholernie rzadkie, bo wtedy po prostu chce ci płakać, ale przy okazji dobrze się bawisz.
Ola:1 mówią o tym, że byłoby śmieszniejsze, gdyby nie było tak prawdziwe.
Kamil:To jest ciekawe, bo na jakimś etapie, ja u wielu twórców to zauważam, gdzieś nawet u mnie zaczęło się to budzić, że włączył mi się taki, jak to mówiliśmy po polsku mindset z linii lotniczych Southtest American Airlines. To jest w ogóle ciekawa historyjka, bo oni mają tam taką politykę, że u nich się bardzo dobrze pracuje, no ale to są tanie linie lotnicze I nie słyną z tego, że super dobrze płacą, ale atmosfera jest rewelacyjna. No I jednego dnia tam Stewart wziął draże, jak startowali I powiedział do wszystkich gości na pokładzie, że szanowni państwo, jesteśmy ekonomiczną linią lotniczą, w związku z czym, żeby oszczędzić na poczęstunkach I żebyście mogli dolecieć bezpiecznie I tanio w swoje miejsce, no to mam tutaj taką paczkę draży, ja ją tutaj będę trzymał, jak samolot wystartuje, to draże się uniosą, proszę łapać. No I tam cały samolot błaha, wszyscy spoko, ale jedna pani się obraziła na śmierć, po prostu stwierdziła, że tego nie przeżyje. No I tak się obraziła, że napisała maila do prezesa z Autes Americannerlines, opisała w ogóle swoje oburzenie w tej sytuacji, a prezes jej odpisał: Będzie nam pani brakowało.
Kamil:No,
Ola:pozwolić sobie na coś takiego?
Kamil:I to jest, kurczę, chyba 10 moment, że fajnie móc to powiedzieć. Ostatnio pisałem newsletter I gdzieś tam po tym newsletterze napisałem, że tam a w ogóle to podnoszę cenę kursu, kupujcie teraz albo wcale. Jakiś typ mi w ogóle odpisał, bo w sześciu mailach, gdzie dostał za darmo wiedzę, co by sam sobie przecież nie znala złoty, odpisał mi: słuchaj, nie traktujesz poważnie swojej publiczności, pięćdziesiąt złoty w tej rzeczy wcale nie robi różnicy poważnym specjalistą, tracisz wiarygodność I w ogóle to sprzedajesz, zrobiłeś się na moment, uciekam.
Ola:Wiesz co mnie przeraża, to
Kamil:jest przesadzę? Ja wtedy po prostu pisałem, że będzie mi ci brakowało.
Ola:Trochę ludzi zazdroszczę tego, że naprawdę dopóki ludzie wyrażają swoją opinię, to naprawdę luz, tylko to jest głębokie przekonanie, że ta opinia jest obowiązującą wiedzą na temat świata, że to nie jest tak, że on Marek uważa, że ty przegiąłeś pałę. On po prostu obiektywnie informuje cię, bo pewnie, gdy ty mnie nie wiesz, że przegiąłeś pałę, więc powinieneś być wdzięczny, że ktoś ci zwraca uwagę. A to, że przy okazji, ja się mierzę, jestem rozliczana z włosów, zębów, zeza I Bóg wie czego, no to jakby wystawiam się na widok publiczny, to powinnam się z tym liczyć, prawda? Dokładnie.
Krzysztof:A czemu to robić, robisz? Używasz sformułowania mierzę się z tym, jak żyć z takim Dla mnie to jest roz jakiegoś odciążenia.
Ola:Wiesz co, jest tylko, że ja swoje sociale zbudowałam w 10 sposób, że od początku staram się, no niezmiennie, dwanaście lat, ja praktycznie na wszystkie wiadomości codziennie odpisuję sama. I jakby ktoś mi mówi, że jest AI, możesz to oddać. Nie, bo te relacje to jest część mojej pracy, którą wykonuję oraz gdyby nie ci ludzie, którzy w większości mi zaufali I mnie lubią, to jakbym mogła najwybitniej na świecie pisać, najśmieszniej żartować, być najmądrzejsza I najpiękniejsza I by to nikogo, bo teraz jak jestem w środowisku komików, czy nagrywamy dla komedii central, gdzie też dostałam się, umówmy, na kredyt, tyle że chyba go spłaciłam.
Krzysztof:Ale ty jesteś w tym momencie?
Ola:Bo nie byłam na castingach, nie byłam w konkursie.
Krzysztof:Spróbuj, zróbmy taką scenkę. Ja I Kamil jesteśmy prezesami komedii Central I wyobraź sobie taką rozmowę. Ja mówię: ty, a ta Ola?
Kamil:No nie, nie, daj spokój.
Krzysztof:Dobra, weźmy ją na kredyt, co? Dobra, dobra,
Kamil:ale wysokie podstawowe.
Krzysztof:To jest wysokie żydowskie. Weźmiemy sobie taką rozmowę, że na kredyt ci wzięli?
Ola:Nie, dobra, znowu sobie umniejszam, unikam tego tematu, co chuje się jak każdy dorosły człowiek w obliczu problemu. Będę się zachowywała, by to nie istniało. Dobrze, proszę. Natomiast widzę w Komedii Central tych wielkich, którzy troszkę już może to zgubiło, że im się już nie chce I oni już nie muszą, na przykład takie można odnieść wrażenie. To jest tylko moje wrażenie, bo chciałam powiedzieć, to nie jest moja obowiązująca wiedza o świecie, to, że coś mnie bawi lub jest, to jest tylko moja perspektywa.
Ola:Ale widziałam też początkujących, którzy są tak zajebiście, że po prostu cię dupa boli, żebyś dobrze, bo to był twój żart, dlatego ga stand-upów, jakbyś mnie zapytał o uwielbienie komiksy. Szerzej staram się po prostu nie oglądać, bo mam taki zryty łeb, że kiedyś przypadkowo
Kamil:Powiem, czy I żart.
Ola:Przypisałam sobie swoje zdanie na blogu, przekonana absolutnie, że jest moje. Dopiero jak mi autor zwrócił uwagę, to było to tak straszne I palące uczucie. Boże, ktoś pomyśli, że to nie ja jestem śmieszna. Więc unikam, bo chcę to robić inaczej, nie chcę nikogo naśladować, nie chcę się tym sugerować, więc jak wymyśliłam to samo, tak jak wcześniej mi coś tam powiedziałaś, że to już jest twoje, to ja o tym nie wiem I było mi w tym dobrze. To jest
Kamil:w ogóle bardzo ciekawe, bo jest taka teoria, która mówi, że nie ma nowych żartów, że już wszystko było, że każda struktura jest wyczerpana. Zresztą ostatnio wpadło mi w ręce coś takiego, co mnie trochę przeraziło, nazywa się to układem okresowym pierwiastków storytellingowym, storytellingowych, dokładnie tak się nazywa, I masz tam wypisane wszystkie tropy, wszystkie figury retoryczne, wszystkie struktury w formie układu okresowego, ktoś to tak kategoryzował I wydaje się, że to nie może być już bardziej nerdowskie, a potem klikasz w dowolną z tych rzeczy, wchodzisz na podstronę I masz spis użycia tej konkretnej figury, tego konkretnego zabiegu, w trzydzieści różnych produkcjach. Ja
Ola:się zastanawiam, bo czuję się jakby tym człowiekiem, powiedzmy, działu kreatywnego tam się sprawdziła I uważam, że mam dużo pomysłów, ale mamy teraz AI I mam takie Ty się nad tym pocisz, stworzyłbyś to tydzień, a AI to wypluwa. Nie? Mogę spać spokojnie? Ja, Kamil. My jesteśmy bezpieczni, inni się mówi: Dobra, to wy się musicie martwić.
Krzysztof:Niepoważnie poważnie. Idzie moment, kiedy twórczość własna, kiedy człowiek, kiedy marka osobista będzie bardzo, bardzo w cenie, bo to będzie coś unikalnego. Idzie to takim, myślę, mocnym
Ola:Wiecie ci, co powiedział mój wewnętrzny krytyk, jeden z piętnaście głosów, które wzięłam ze sobie? Teraz to jest taka rzecz. Że moja marka się odbija na social mediach, które nie należą do mnie. Więc dzisiaj jestem takich jak ja, to są miliardy. To poczucie wyjątkowości jest urocze, ale kończy się wraz z odpięciem Internetu.
Krzysztof:Był taki koleś kiedyś, ja go jeszcze nie znałem, ale musiał mieć dosyć spore social media, bo to się wymyślił coś takiego, co do tej pory się sprzedaje występ przed ludźmi. I myślę, że to będzie ciągle w cenie, więc
Ola:Mam nadzieję, afirmuję formę mojego
Krzysztof:sukcesu, wiem, że będzie
Ola:dla mnie definicją mojego sukcesu.
Krzysztof:Sto procent, na nas zawsze będzie popyt.
Kamil:Masz czy ja?
Krzysztof:Czy ja mam popyt? To wiem, że masz. Podać ja mam. Proszę cię, możesz To są drogi, że ja Ja proszą, nie
Ola:wiem, ale jak oficjalnie po prostu chcesz dotknąć to.
Krzysztof:Ale o to z przyszłych aparatu Canon.
Kamil:Masz tutaj swoją szklankę.
Ola:Chciałam pokazać markę.
Krzysztof:Markę Canon, nie możemy, sponsoruje tutaj strata marka Canon. Proszę bardzo Kamilu. Dla państwa informacja przed chwileczką został wzięty, jak to się nazywa po polsku? Coward.
Ola:Zakrywka?
Krzysztof:Zakrywka. Diałesa Zakrywka, for di Kamra, została wzięta do ręki stąd, z tego żartowaliśmy. Proszę Kamilu.
Kamil:Chciałbym w takim razie zmienić temat I uciec z tej alejki wewnętrznych trudności do nieco bardziej kreatywnej dróżki, czyli jak powstają twoje żarty I jak powstają twoje teksty, jak wygląda twój proces kreatywny I jak to się dzieje, że jesteś tak wspaniała, jak wspaniała jestem, bo co do tego chyba nie
Ola:ma żadnych wątpliwości. Czy mogę powiedzieć o procesie pisania? Pierwszy program to był zbiór notatek, to też patrzysz o tym mówi, że 10 pierwszy program jest paradoksalnie najłatwiejszy, bo najdłużej zbierasz sobie tam te żarty, się dzieje, ty sobie piszesz na luzie, nie ma deadline'u. DMAS-u powstał drugi program. Drugi program pierwszej formule miał niecałą godzinę, w tej chwili trwa trzy, także nie podążajcie tą drogą.
Ola:Natomiast to było tak
Krzysztof:Ale dlaczego? To jestem ciekawy autentyczny. Dlaczego?
Ola:Dlaczego? Oprócz tego, że trzy godziny to jest długie show? Ja chciałam dowieźć, udowodnić, że robię to dobrze. Z niczego nie mogłam zrezygnować, bo byłam tak związana z tymi żartami, że wszystko jest super I tylko chciałam ludziom dowieźć więcej, więcej, więcej, więcej.
Kamil:Ale dałoby się zrobić dwa za jeden.
Ola:A na przykład mogłam z tego zrobić, ktoś z boku stał: stara, wyłącz te żarty, zrób sobie z tego trzy programy. Ja mam takie: nie, bo to już zostało wymyślone, to tak jak wiesz, moje działania w social mediach. Jak zaplanować tu I teraz? Ja jestem tu, teraz. Dalej to już nie jest śmieszne, będę na to analizować.
Ola:Mój TikTok też powstał. Dwa lata słuchałam: Ola, po prostu przestań kurwa się zastanawiać. Zacznij nagrywać to, co mówisz, to, co teraz mówisz. Tak jak jedziesz autem, stoisz, nie, bo trzeba mieć koncepcję, trzeba mieć ble ble. Dwa lata, jak zaczęłam to robić, to to konto po prostu czasami rozwiązania leżą przed tobą I musisz się o nie potknąć.
Ola:Co do programu? To było tak, że wiedziałam, że mam go napisać. Co zadziałało? Cudowny motyw ADHD. Po prostu Ola trzy października w rocznicę swojego debiutu w ogóle, w rocznicę swojego ślubu świętej pamięci masz już testy, poszły bilety.
Kamil:Musisz być.
Ola:I musisz być. I to, co się działo, to pozdrowienia dla mojego partnera, ryj, histeria, bo nie nadaje z tym, że nigdy nie wydarzy, siedzenie w domu nad tymi kartkami, że to się nie wydarzy. Siedzenie w domu, ja nie mogę nigdzie pójść nic zrobić, bo muszę pisać program. Program. A najśmieszniejsze wtedy powstawały po prostu wtedy, jak ja wychodziłam z tego domu.
Ola:Jak miałam wrażenie, że życie A prezentacja
Krzysztof:jeszcze tu się kłania.
Ola:Życie pisało mi najlepsze żarty, więc się śmieję, że ja swojego stand-upu nie wiem, jak będzie dalej, nie musiałam zmyślać.
Kamil:To nie jest koniec mojego pytania, w sensie
Ola:Tak, lubicie takie proste.
Kamil:Satysfakcjonuje mnie, że
Ola:jesteście na szkoleniu pewnie z takiej efektywnej rozmowy.
Kamil:Otóż to, to nie było drogie szkolenie jak widać.
Ola:Ale to redundantne są rzeczy.
Krzysztof:Tak, piszesz, że był jeden z nas, bo nie było stać na ogół. Otóż to
Kamil:I to było w ogóle z EFS-u to finansowane. Trzeba było tylko listę podpisać, najważniejszy było teatr, ale ważna rzecz, no bo ty sobie spisałaś te żarty, nie? W ogóle ad vocem jeszcze, a propos którejś tam poprzedniej myśli, bo ja to trzymam cały czas w pamięci tymczasowej, póki mi się jeszcze ram nie przepalił. Otóż ja mam czasem takie wrażenie, właściwie nawet nie tylko jest wrażenie, mam przekonanie graniczące z pewnością, że pierwszy materiał przed tą samą publicznością jest łatwiej napisać, pierwszy jest zawsze przed jedną publicznością, ale pierwszy materiał jest łatwiej napisać niż drugi przed tą samą publicznością, niż trzeci, niż czwarty, piąty, bo potem masz takie wrażenie, że ty już wszystko powiedziałaś, to ja co prawda stand-upów nie robię, choć miałem kilka takich epizodów I tylko jeden był tragedią, a dwa pozostałe były całkiem niezłe, to my mamy takie swoje zawody, na których ty też na twoje szczęście będziesz startowała w kwietniu, czyli I love marketing. Jak ja pierwszy raz tam jechałem, to po prostu tańczcie, tak to będzie wyglądało.
Kamil:Pierwszy raz to luzik w ogóle nie
Krzysztof:jest krótszy,
Kamil:bo teraz to po prostu zmieniam warte. I tak faktycznie wygraliśmy to pierwsze wystąpienie, ale drugie, słuchaj, najgorsze jest takie, że oni oczekują podobnego poziomu. Ja sobie myślę, że to wszystko powiedziałaś. To już
Ola:różnie się
Krzysztof:bardzo bolało. I co pół roku
Ola:musisz już dwadzieścia minut. To na pewno będzie problem, bo już wiemy, że nie zrobię sobie tego drugi raz, bo wiele razy trzeba było grać dwa razy dziennie, więc to już było sześć godzin na scenie I to już robi różnicę, bo ja nie wracam odpoczywać, tylko wracam do trybu matki, bo mam opiekę naprzemienną, więc nie ma przerw na oddech.
Kamil:Gdybyś chciała robić cały czas dwa razy dłuższy, to potem jest ciąg geometryczny.
Ola:Tak, więc trochę chciałam to obejść. Nie wiem, jak ludzie to odbiorą. Mogę być tylko tak, jak mówię, brać pod uwagę moje intencje. Natomiast nie wiem, jak będę pisać teraz. Teraz to wygląda tak, że mam telefon wypchany hasłami, tylko ja wiem, o co tam chodzi.
Ola:Jak powstał zarys pierwszego programu I ja chciałam obronić 10 program, ale jeszcze nikt nie wiedział, jak ja go piszę, jeszcze nie byłam w stanie się obronić, bo jakby nie mówiłam: ej, to nie jest tak, jak myślisz, bo kurwa nie wiedziałam, co myślę. I poszłam do mojej przyjaciółki I mówię: Ola, to jest bardziej na książkę, to nie jest materiał. Mówię: nie, bo to musi być tak rozpisane. Ja sobie to potem opowiem najpierw chcę to opisać, potem opowiedzieć, a potem
Krzysztof:zrobię z tego,
Ola:że mam to, że zapisuję
Krzysztof:się to?
Ola:Ja po prostu sobie przeliczałam, wtedy byłam tak zastosowana, ile stron, to będzie ile minut, żeby po prostu nie było, że ludzie przyjechali na piętnaście minut.
Krzysztof:A co? I potem uczysz się tego mniej lub bardziej na pamięć?
Ola:To tak,
Krzysztof:że to
Ola:jest inaczej, jak ktoś się da. Tekst, który musisz postać, którą musisz zaaneksować I nauczyć się tego, co ktoś ci dał, a co innego jak to jest nadal kawałek mnie, bo to są anegdoty, które ja wymyśliłam, nikt mi tego nie pisze przecież. Natomiast musiał ktoś czuwać, bo umówmy się, generalnie muszę mieć talent, tak myślę. Biorąc pod uwagę nawet nasze przyszłe doświadczenie, to, że się zgodziłam na udział w TEDx-ie I wystąpiłam na nim bez absolutnie żadnego przygotowania w prezentacjach. Moja prezentacja była na wielu poziomach zła.
Krzysztof:No, ale miałaś Kamila, a nie?
Ola:Kamil, który mnie zgłaszał, bo nie, nie, poczekaj, to oglądać, ustalmy to, że generalnie to był taki moment, że w tym stand-upie zaczęło się troszkę kręcić. Kamil był po moim jednym z występów, tych pierwszych, pierwszych I widział już potencjał, tak że nawet wnosił mnie na ściankę, a wtedy ważyłam więcej, więc musiało mu zależeć.
Kamil:Wnosił, w sensie dosłownie
Ola:Nie wiem, ja rozumiesz, zgadzasz się na coś, nie wiedząc, w jakim punkcie będziesz za te pięć miesięcy, w którym to się będzie działo. A punkt był taki, że okazało się, że moje dziecko bardzo źle znosiło opiekę naprzemienną, że przed każdym występem dzwoniło do mnie zapłakane, co jest jakby I słyszałam zewsząd, co jest ważniejsze, dziecko czy praca. Był to etap, w którym sobie nie radziłam z tą presją I zapłaciłam zdrowiem, bo przed każdym wyjściem na scenę w pierwszej trasie, żeby nie dźwigać tego główna rozwodu dziecka, które płacze, a dowieźć ludziom, bo jestem w pracy, musiałam wyjść na drinku, czego sobie dzisiaj nie wyobrażam, piję herbatę I koloruję kolorowanki. Więc cokolwiek by się nie wydarzyło, to była taka droga moja ze mną, pracy nad sobą, że I tak jestem za to wdzięczna I to sobie cenię, że 10 mój dziennik wdzięczności jest pełen bez względu na to, czy tam się wydarzyło coś z górnego C, czy po prostu wypiłam herbatę w swoim domu własnym w ciszy. I była umowa, dla mnie to było spektakularne doświadczenie TEDx międzynarodowa konferencja, presja, ale za tym jakby nie szedł czas do przygotowania.
Ola:Cały czas byłam w trasie niedospana, jeszcze trasa do Koszalina, sześć godzin w aucie, moje dziecko nie spało, więc ja już byłam na oparach I poczułam się nieprzygotowana. To jest najgorsze, po prostu jak czujesz, że powinnaś zrobić więcej, że nie znasz w ogóle takiego mechanizmu, po prostu wychodzisz I albo to siądzie, albo nie siądzie. Na to, co wiedziałam, ja tylko wiedziałam, poszło nieźle, nie poszło tragicznie, nie skompromitowałam się, ale dawałam sobie sprawę, że mogłam dużo więcej I była ta frustracja. Gdyby nie to, że tam się wydarzyła zupełnie inna rzecz, że po prostu poznałam na TEDx mojego aktualnego partnera, więc tłumaczę sobie, że nie byłam tam po to, żeby stworzyć prezentację w międzynarodowym zasięgu, tylko żeby zacząć nowy etap w życiu. Wszystko po coś, no to jest banał absolutny, ale no
Krzysztof:Finiszując, bo powoli powinniśmy lądować, nasz maraton I maratończyków puenty po tym niezwykle interesującym, bardzo insiderskim takim fragmencie. I tu nie mam ani odrobiny cynizm, ani chrzty Daj ci karteczkę w ogóle. Jakiegoś niemiłego zachowania. Chcę zapytać o dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego używa się w stand-upie, w byciu komiczką, komikiem sformułowania gram?
Krzysztof:Gramy, jak u was się mówi gramy koncert, przedstawienie, gramy stand-up?
Ola:Nie wiem, czy środowisko byłoby zadowolone, że mówię w pierwszej osobie liczby mnogiej, mogę powiedzieć, jak ja to czuję, że jest to rodzaj konwencji, w której możesz powiedzieć coś, czego nie powinno się mówić również na ulicy, co być może chcesz wielu ludzi powiedzieć, możesz być im głosem, ale to jest 10 moment, w którym ludzie wiedzą, że przychodzą na występ.
Krzysztof:I dlatego jak gram,
Ola:to jest odpowiedź. Ok, ja teraz mówię żarty zgodne ze sobą, ale na przykład jak opowiadałam żarty o życiu seksualnym, rozwódki z dzieckiem, no to gram, opowiadam historie zmyślone, ubarwione. Nie opowiadam o sobie. Odgrywasz rolę.
Krzysztof:Wiesz, że bardzo A wiesz o tym, że jest takie przekonanie, że to jest takie totalnie jeden do jeden wasze.
Ola:No I to jest urocze, natomiast gdyby mieli z komice napisać 10-jedenaście program wyłącznie o sobie, no to myślę, że życiorysu im brakowało, aczkolwiek wiele śmiesznych historii z mojego stand-upu, w których po prostu mój partner w aucie chce rozładować stresującą sytuację I uważa, że to jest zajebisty pomysł, żeby otworzyć schowek I podać mi do obejrzenia albumów fotograficzne, swoje własne, z okresu, kiedy był szczęśliwym mężem, ale nie wie, z kim tańczy. Ja szybciutko w to wchodzę I od razu się zachwycam. Boże, jaka piękna rodzina, że też to się rozpada. A czy naprawdę zrobiliście wszystko, żeby to ratować? Nic się nie da zrobić?
Ola:O, zdjęcia mojej poprzedniczki w blondynkach w okularach, chyba jest jakaś słabość. A zajebiście albo mówię nie trzeba wymieniać. Babcia się nawet nie zorientuje, po co ją przed śmiercią stresować, dzieje się zdarzenie, a moja głowa już stoczy dalej. Wiadomo, że te wszystkie teksty wtedy nie wybrzmiały, ale sytuacja jest autentyczna, a jeżeli ktoś nie rozumie, no to nie zrozumie. Z tym też się borykam.
Ola:Wiele razy pytasz mnie o reakcję ludzi. Jedni mnie uwielbiają. Był taki moment, że teraz alkoholu w Internecie pokazywać nie można I bardzo dobrze, ale była na tym etapie, wiesz, wiele piątek, żeby się napić wina. Ludzie, dopóki sobie tego nie uświadamiam, nie wiedzą, że to jest coś złego w tym, że czekasz na piątek, że masz życie, w którym czekasz na piątek. Mam teraz życie, w którym czekam na piątek.
Ola:Mam poniedziałek, wtorek, czwartek I nie chcę zapijać, a nawet jak teraz się zdarzy, to już po trzydziestce cena jest troszkę inna I sześć razy się zastanowisz, czy to jest warte płacić za te trzy kolejne dni, bo już nie masz przed sobą, masz tyle, jak ci się wydaje.
Kamil:Bardzo lubię to, jak ty tak podkreślasz to po trzydziestce.
Ola:Dwadzieścia jeden, przepraszam, Boże, córka mnie zabije. W każdym razie przeglądałam się w tym, bo ty córka zajebibita, bo się najebały na ławce, to kwy. Ja mam takie
Krzysztof:Nie bardzo, bo
Ola:No wiesz co, nie wiem czy z tobą, być może mi się zdarzyło, błyszczycę się tym, że tańczę na weselu na stole, ale że do teatru też można ze mną pójść I raczej staram się pielęgnować perspektywę, umiejętność rozmawiania z innymi. Wiem, że to jest historia o tobie, o twojej potrzebie I moim wyobrażeniu mnie. Dlatego męczące są takie sytuacje, w których ludzie od razu zakładają, że się przyjaźnimy. To jest dziwne, no bo lubią mnie na zasadzie sympatii. Teraz byłam na krótkim urlopie z córką, siedzimy sobie w basenie z moją przyjaciółką.
Ola:Nie, nie, po prostu tak jakby fajnie, że ludzie wyżyje z tej rozpoznawalnej.
Krzysztof:A czy byłeś za granicą?
Ola:Za granicą w tym roku jeszcze nie.
Krzysztof:Jeszcze nie, ok. Po prostu dopytuję, patrząc troszkę
Ola:Kiedyś, kiedyś. To tak Kamil, nie tęsknota gdzieś.
Krzysztof:Żartując, jesteś na basenie?
Ola:Nie, nie, nie, nie. To wiek nie ma znaczenia, aczkolwiek czasami wydaje ci się, że ci młodzi ludzie, to powiem ci, że najwięcej takich mindfucków dostarczyli mi ludzie na ostatni atak hejterów. To były właśnie Facebooki ludzie, którzy mieli na profilowym zdjęciach wnuków, bo po prostu żart im się nie spodobał I to można wtedy człowiekowi grozić, żeby go wywiesić do niemieckiego burdelu I zgwałcili
Krzysztof:aż zdech.
Ola:Ale wiesz, takie absurdalne 10, to nie jesteś Paradoksalnie to cię nie zaboli aż tak jak to, że ktoś uderzy w w czuły punkt. No więc to jest 10 paradoks. Jesteśmy sobie w basenie, rozmawiamy, po czym widzę, że panie mnie obserwuje, widzę, że się na mnie patrzy, ale podchodzi do mnie, że obserwuje mnie w ogóle od tygodnia I nie może sobie odmówić przyjemności I jeb.
Krzysztof:Co słychać?
Ola:Jaka jest? Co ja mam zrobić? Cokolwiek nie zrobię, to w tym momencie powinien być menadżer, który powie, że rozumie pani, ale To
Kamil:będzie dziesięć złotych.
Ola:Pewnie pani mnie już nie lubi. No bo ja ją zignorowałam, gdyż obiecałam, jakby wypad na basen mojej córce, rozmawiają z przyjaciółką. To jest chyba oczywiste. A jednak nie wiesz, co jest dla kogo oczywiste. To jest nieustające zdumienie, co jest dla kogo oczywiste, co jest dla kogoś OK.
Krzysztof:Amen.
Kamil:Do zobaczenia.
Ola:Do zobaczenia.
Kamil:Ojej, ty nie potrzebujesz w ogóle człowiek, który stoi o coś pyta, nie? Ty po prostu wbiję się
Ola:do tego. Ja nagrywam podcasty, znaczy jeszcze ich nie ma, ale tak będzie.
